Samopowielające się roboty zbudują kosmiczną gospodarkę

Zespół naukowców pracujących dla NASA sporządził raport na temat możliwości wydobywania surowców na Księżycu i asteroidach. Wedle szacunków, wydobycie takie opierałoby się na zdalnie operowanym oraz zautomatyzowanym sprzęcie wytwarzającym potrzebne komponenty na miejscu z dostępnych zasobów. W miarę upływu czasu w ten sposób z małego ładunku części zapasowych powstałaby znacząca armia robotów górniczo-przetwórczych. Duża część technologii do takich zadań jest już znana lub znajduje się w zasięgu ręki.

Prace nad raportem ("Affordable, Rapid Bootstrapping of the Space Industry and Solar System Civilization") prowadzono na zlecenie Centrum Kosmicznego im. Kennedy'ego (KSC), skupiając specjalistów od księżycowego gruntu (regolitu) oraz chemii i techniki kosmicznej: Phila Metzgera, Jamesa Mantovani, Anthony'ego Muscatello oraz Roberta Muellera. Ich podejście zakładało, iż nie da się dostarczyć niezbędnego sprzętu na miejsce z Ziemi ze względu na zaporowe koszty transportu - nawet biorąc pod uwagę przełomy w tej kwestii transport kosmiczny pozostanie najprawdopodobniej drogi.

Reklama

Stąd głównym pytaniem na które próbowano odpowiedzieć to to, czy da się tak zaprojektować misję, by z zasobów dostępnych tuż po lądowaniu dało się ograniczonymi środkami zbudować automatyczny cykl produkcyjny. W ten sposób, budując się stopniowo, sam wytworzyłby on niezbędny sprzęt, a wraz z nim możliwości bez potrzeby ciągłego dostarczania zapasów z Ziemi. Jak dowodzą naukowcy, jest to całkiem realne, wymaga jednak czasu i opracowania technologii. Podstawowe jednak elementy takiego systemu są już znane i możliwe jest prognozowanie ich parametrów.

Dotarłszy na miejsce maszyny będą musiały zbudować wszystkie niezbędne urządzenia od podstaw. W praktyce oznacza to budowanie narzędzi, by móc budować narzędzia, którymi wybuduje się inne narzędzia. Pierwsze wytworzone w ten sposób urządzenia będą niezwykle proste - przypominające te, którymi posługiwali się ludzie kilkaset lat temu. Początki więc będą skromne. Ale wykorzystując ograniczone, lekkie części elektroniczne zabrane z Ziemi pierwotna generacja robotów w końcu dzięki temu zbuduje swoich następców - w istocie prymitywniejszych i mniej wydajnych od siebie. Ci posłużą do stworzenia kolejnej, bardziej zaawansowanej generacji i tak dalej. Wszystko z wykorzystaniem materiałów dostępnych na miejscu dzięki technologii druku trójwymiarowego. Kluczem do tego okazała się możliwość wytworzenia materiałów podstawowych w kosmosie, takich jak plastik, z obecnego na miejscu węgla.

Początkowo taka kolonia górnicza będzie produkowała tylko na swoje potrzeby, dopiero później osiągając wysoką wydajność i mogąc zacząć wysyłać urobek. Z czasem jednak poprzez wzrost geometryczny osiągnie imponujące rozmiary, tworząc prawdziwe przemysłowe imperium - w dwie dekady od wysłania misji może ona mieć łączną masę 40 000 ton i korzystać z prawie stu tysięcy humanoidalnych maszyn. Jednak najbardziej intrygującym odkryciem dzięki analizie naukowców NASA jest określenie ilości sprzętu jaki trzeba dostarczyć, by to osiągnąć. Zaledwie 41 ton. Dla przypomnienia misje programu Apollo nie przekraczały masy 45 ton.

Co więcej można wysłać znacznie skromniejszą misję. Już zaledwie 12 ton wystarczy, by rozpędzić kosmiczną produkcję. Oczywiście w tym wariancie kompleks jaki powstałby po dwóch dekadach były znacznie skromniejszy. Liczyłby on 156 ton masy i około 60 humanoidalnych maszyn, co jest związane z dynamiką postępu geometrycznego. Oznacza to jednak, że misje wydobywcze będą w zasięgu mniejszych firm czy krajów - kwestią jest tylko horyzont czasowy. Potencjalne zyski zaś z takiego przedsięwzięcia są trudne do ocenienia - pozostawione samemu sobie samowystarczalne kompleksy mogą rosnąć bez przeszkód praktycznie non-stop. Teoretycznie po kilku dekadach taka wysłana pojedynczą rakietą kolonia może mocą przerobową przewyższać cały obecny przemysł Stanów Zjednoczonych miliony razy.

Oczywiście to tylko szacunki, jednak obrazują skalę potencjalnych zysków. W swoich szacunkach zespół nie brał jednak pod uwagę kosztów opracowania odpowiednich technologii i dopracowania ich użytkowania. Raport jest więc tylko wstępnym rozpoznaniem możliwości i wyzwań. Stara się też unikać opierania na spekulacyjnych technologiach. Jego twórcy więc nie wliczyli w swoje rozważania np. rozwoju nanotechnologii, tymczasem może ona doprowadzić do jeszcze większej rewolucji w tej kwestii.

W obliczu rosnącego zainteresowania możliwościami wydobywania surowców z ciał niebieskich takich firm jak Planetary Resources czy Deep Space Industries i postępujących prac nad nowymi, potężniejszymi rakietami, otwartą kwestią pozostaje pytanie jak taki rozwój kosmicznego przemysłu wpłynąłby na ludzkie życie na Ziemi. Niewątpliwie otwiera to wielkie możliwości, lecz jednocześnie pokazuje zagrożenie dominacji kosmicznego wydobycia przez kilku najbardziej zaawansowanych konkurentów.

Źródło informacji

Kosmonauta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje