Rozpoczyna się deorbitacja stacji Tiangong-1

Ważący 8 ton moduł orbitalny Tiangong-1 w sposób niekontrolowany obniża swoją orbitę. W ciągu kilku miesięcy spłonie w atmosferze i z pewnością niektóre elementy konstrukcji uderzą w Ziemię.

Na początku tego roku Chiny poinformowały, że jednomodułowa stacja Tiangong-1 zakończyła pracę po 1630 dniach lotu. Moduł, wyniesiony na orbitę we wrześniu 2011 roku, przyjął na pokład dwie załogi w ramach misji Shenzhou-9 (czerwiec 2012) i Shenzhou-10 (czerwiec 2013). Od tego czasu Tiangong-1 pozostawała niezamieszkana, choć do początku 2016 roku znajdowała się pod kontrolą.

Reklama

Informacja o zakończeniu pracy stacji Tiangong-1 oznacza, że od kilku miesięcy okrąża on w niekontrolowany sposób Ziemię. Z dostępnych informacji wynika, że moduł nie jest już prawidłowo zorientowany ku Słońcu, a więc zamontowane na nim panele słoneczne nie są w stanie zasilać pokładowych systemów i baterii. To z kolei oznacza, że schodzenie z orbity Tiangong-1 nie jest kontrolowane i Chiny nie będą w stanie przyspieszyć lub opóźnić jego deorbitacji.

Masa startowa Tiangong-1 wynosiła ponad 8,5 tony. Na pokładzie modułu znajdują się również elementy, które mogą przetrwać przejście przez atmosferę. Jednocześnie Tiangong-1 posiada zbiorniki paliwa, które teoretycznie mogą eksplodować podczas deorbitacji.

Zwykle obiekty, które w niekontrolowany sposób schodzą z orbity, są stosunkowo małe – do kilku ton. Największym obiektem, który w niekontrolowany sposób w ostatnich latach tak zakończył lot był, satelita Upper Atmosphere Research Satellite (UARS) o masie około 6,5 tony*. Większe obiekty, takie jak radziecka/rosyjska stacja kosmiczna Mir czy pojazdy Cygnus, po misjach zaopatrzeniowych są deorbitowane w sposób kontrolowany, z dala od obszarów zamieszkanych.

Tiangong-1 krąży po dość niskiej orbicie okołoziemskiej, o wysokości ok. 365 na 385 km. Na orbicie o tej wysokości nie ma wielu „śmieci kosmicznych”, gdyż dość szybko obniżają one swoją wysokość i płoną w atmosferze. Deorbitacja Tiangong-1 nastąpi nie wcześniej niż za kilka miesięcy, prawdopodobnie w 2017 roku.

Nachylenie orbity Tiangong-1 wynosi 42,77 stopnia, co oznacza, że nie ma nawet teoretycznego ryzyka upadku tego modułu na terenie Polski. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego resztki wpadną do oceanu albo spadną na teren niezamieszkały, jednak pozostaje niewielkie ryzyko, iż dokonają zniszczeń na Ziemi.

Warto dodać, że wiele nieczynnych satelitów nie zejdzie z orbity tak szybko jak Tiangong-1. Na wysokości pomiędzy 700 a 1000 km nad naszą planetą przebywa wiele działających oraz zepsutych satelitów, jak również górne stopnie rakiet oraz fragmenty śmieci kosmicznych. Pomiędzy nimi porusza się m.in. europejski satelita Envisat, o wielkości dużego autobusu i masie ponad 9 ton. Nad Envisatem od kwietnia 2012 roku nie ma kontroli, a jego „naturalne” zejście z orbity może trwać nawet 150 lat.

Tak długi czas pobytu oznacza dość duże ryzyko kolizji z innym obiektem, co w konsekwencji stworzyłoby kolejne fragmenty śmieci kosmicznych. Dlatego też Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) planuje lepszy monitoring przestrzeni kosmicznej oraz rozwija technologie, które już za kilka lat mogą „przechwytywać” nieczynne satelity. Dzięki tym technologiom w przyszłej dekadzie Envisat powinien zostać sprowadzony z orbity.

-----
*Nie licząc katastrofy promu Columbia w 2003 roku.

Źródło informacji

Kosmonauta
Dowiedz się więcej na temat: Tiangong-1 | deorbitacja | kosmiczne śmieci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje