
Podczas listopadowego expose (w 2008 roku) premier Donald Tusk obiecał, że każdy Polak będzie miał zagwarantowany dostęp do szerokopasmowego internetu. - To jeden z kluczowych czynników sukcesu gospodarczego i cywilizacyjnego - ocenił premier. Ze słowami Donalda Tuska rzeczywiście nie można polemizować. - Powszechny dostęp do internetu to wielka szansa wyzwolenia milionów Polaków od biurokratycznych ograniczeń w dostępie do kultury, informacji, wiedzy - mówił w expose Tusk. Na obietnicach jednak się skończyło.
Okazuje się, że - jak zwykle, tak i w tej kwestii - najlepiej wziąć sprawy w swoje ręce. A jeszcze lepiej: wykorzystać istniejące już możliwości.
Cuda zrealizowane
To nie rząd centralny, ale lokalne społeczności najlepiej wiedzą, czego im potrzeba. "Właśnie dlatego w gminie Sokółka nadajnik sieci bezprzewodowej umieszczono na wieży ciśnień, a drugi na wieży straży pożarnej" - donosi "GW". Za 2 tys. miesięcznie (koszty pokrywa gmina) dostęp do bezprzewodowego internetu ma ponad tysiąc mieszkańców. Kiedy na wieży kościelnej zamontowany zostanie kolejny nadajnik - liczba internautów z Sokółki jeszcze wzrośnie.
Opisywana gmina to tylko jeden z przykładów, które można mnożyć. Jednak sam internet nie wystarczy - trzeba przede wszystkim umieć posługiwać się komputerem. Brak stosownej wiedzy jest gigantycznym problemem. Tutaj do akcji wkraczają takie projekty, jak "Edukacja informatyczna - Twoja szansa na zatrudnienie", realizowany przez Fundację Rozwoju Rolnictwa, Wsi i Obszarów Wiejskich przy współudziale władz lokalnych. Ponieważ sama organizacja rządowa nie posiada odpowiednich środków i zasobów, by skutecznie realizować ten projekt, do programu włączył się polski oddział Microsoftu.
Mój pierwszy list
- Microsoft informuje o stanie środowiska
Microsoft we współpracy z Europejską Agencją Ochrony Środowiska (EEA) uruchomił witrynę Eye on Earth. To rodzaj online'owego obserwatorium, które pozwala na monitorowanie stanu środowiska naturalnego. więcej »
Teresa Burdzińska przez dziesięć lat pracowała jako urzędniczka, kiedy jej dwuletni syn poważnie zachorował. Pani Teresa spędziła kilka tygodni w szpitalu przy jego łóżku, kosztem utraty pracy. Powrót do rzeczywistości okazał się bolesny: - Przyjmowali jedynie pracowników, którzy potrafią posługiwać się komputerem - wspomina Burdzińska.



Twój komentarz może być pierwszy!