Gry nie dla nieletnich...

Po papierosach i alkoholu władze chcą zabronić sprzedaży gier komputerowych, zawierających nagość lub przemoc osobom poniżej 21. roku życia. Sklepy sprzedające takie gry nieletnim zostałyby ukarane bardzo wysokimi grzywnami lub (w przypadku recydywy) nawet rokiem więzienia dla łamiącego prawo sprzedawcy. Pierwszą grą, która miałaby objąć nowa legislacja, jest osławiona gra "Grand Theft Auto: San Andreas".

Producenci gier już zapowiadają zaskarżenie tego prawa - zanim jeszcze wejdzie w życie.

Reklama

Dziwić może zakaz wprowadzany na drodze polityczno-prawnej, na dodatek - jak wynika z informacji - bez szczegółowych wytycznych czym jest "przemoc" lub "nagość". Na dodatek jakoś nikt nie kwapi się zakazywać oglądania przez nieletnich telewizji, w której przemocy i seksu jest znacznie więcej niż w grach komputerowych.

Zwolennicy takiego rozwiązania uważają jednak, że wielokrotnie powtarzana ta sana scena przemocy może utrwalić w niedojrzałych umysłach stereotyp utrudniający oddzielenie życia wirtualnego od rzeczywistego i wykształcić potencjalnych morderców lub zboczeńców seksualnych. Nikt jednak nie broni dostępu do filmów na DVD czy VHS, które mogą wywołać takie same skutki nawet w większym stopniu, gdyż są tańsze i łatwiej dostępne niż gry.

Wydaje się, że nie tędy droga. Najwłaściwszym rozwiązaniem byłaby chyba szeroko zakrojona akcja z udziałem psychologów, którzy uzmysłowili by młodzieży niebezpieczeństwa jakie mogą wynikać ze zbyt długiego tłuczenia w "GTA" czy "Half Life"

Grzywna za sprzedaż zakazanych gier wyniosłaby - w myśl projektu ustawy - 5000 USD. Na szczęście opisana wyżej sytuacja może miejsce na razie tylko w... USA.

Nie jest to pierwszy przypadek ograniczenia dostępu do gier. Przypomnijmy, że zakaz sprzedaży gier komputerowych obowiązuje już od pewnego czasu w Grecji, a niedawno menedżer piłkarski "zagroził bezpieczeństwu Chin Ludowych.

Człowiekiem, który chce zabronić młodzieży dostępu do gier, jest demokratyczny gubernator amerykańskiego stanu Illinois - Rod Blagojewich, a o całej aferze poinformował dziennik "Wall Street Journal".

U nas takie zakaz raczej nie miałby racji bytu. Wprawdzie nasi politycy uwielbiają naśladować Amerykanów (zazwyczaj jednak tylko w najgorszych rozwiązaniach prawnych wymyślonych w USA). W tym przypadku jednak chyba niewiele by zyskali. Sami bowiem grają w gry, a takim zakazem uradowaliby szary rynek gier. Polacy bowiem są nacją, która lubi i doskonale umie omijać wszelkie bzdurne zakazy. Przykładem była rozprowadzana legalnie gra w której bohaterem była zdziczała banda kibiców "sportowych" rozstrzygająca wszystko za pomocą kija do baseballa.

Dowiedz się więcej na temat: przemoc | nagość | zakazy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje