Z list dyskusyjnych [39]

"Wczoraj brałem udział w reinstalacji Windows 95 u kumpla... ale stwierdziliśmy, że przed reinstalacją należałoby istniejące Windows jakoś zdrowo uszkodzić ;-) Najlepiej tak, żeby nie wstały. Niestety numer z wyrzuceniem ikony `Mój komputer' do kosza się nie udał, więc zaczęliśmy grzebać we `Właściwości: System'.

Zaczęliśmy od wyłączenia 'w profilu sprzętowym' monitora... System najpierw poprosił o dostosowanie rzeczywistości do rejestru, na co położyliśmy ciepły żur, a następnie o reset (jak zwykle...). System wstał, monitor działał dalej, czego innego zresztą się można było spodziewać? Ale w tym samym `profilu sprzętowym', w urządzeniach systemowych było coś pod tytułem `Czasomierz systemowy' czy jakoś tak... `Zaktualizowałem' sterownik, nie stosując jednak zalecanego przez system a wybierając z listy `Magistralę MCA.' System napisał, że może działać niestabilnie, co oczywiście wzięliśmy pod uwagę stromym łukiem gotyckim, a następnie, zgodnie z zaleceniem, pozwoliliśmy mu się zrestartować. Tym razem System położył na nas ciepły żur, i mimo że zamiast czasomierza obsługiwał nieistniejącą magistralę MCA, wstał jak zawsze.

Reklama

Po ponad roku czytania pl.comp.os.advocacy nie spodziewałem się aż takiej odporności Systemu na moją głupotę, poczułem się więc trochę dziwnie, jednak ta odporność ośmieliła mnie do dalszego działania - tym razem los magistrali MCA przypadł koprocesorowi. Po resecie oczywiście System wstał bez żadnych problemów. Kilka następnych urządzeń systemowych stało się magistralami MCA, bez żadnej szkody dla Systemu. Myślałem, że jakąś szczególną złośliwością będzie zmiana PCI na MCA - i, biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia, stanowiło to pewien przełom, ponieważ System po tradycyjnym restarcie odnalazł nowy sprzęt - nie bardzo wiedział co to jest i dał się łatwo przekonać, że jest to kolejna magistrala MCA - tę (?) magistralę jednak oznaczył wykrzyknikiem w żółtym kółeczku. Po wnikliwej analizie problemu stwierdziłem, że chodzi o konfilkt przerwań z inną magistralą MCA, czego zresztą się mogłem sam domyślić.

Ostatnim urządzeniem systemowym które jeszcze nie było magistralą MCA była `Płyta systemowa' (po polsku zapewne płyta główna) - więc i ją zamieniłem w magistralę MCA, co System potraktował z należnie głębokim poważaniem, co pohamowało na chwilę moje destrukcyjne zapędy. Tak więc postanowiłem zrobić coś dobrego i przekonać System, że myszka może działać także jako trzyklawiszowa. System jednak i na to położył żur, ale za to w `profilu sprzętowym' były już trzy myszki w tym jedna nieistniejąca, jedna powodująca konfilkt, i to nie z magistralą MCA oraz jedna dwuklawiszowa, która miała trzy klawisze. To pchnęło mnie z powrotem ku destrukcji i zacząłem kasować kolejne magistrale MCA, tym razem ignorując prośby systemu o `ponowne uruchomienie.' Nie trwało to jednak długo, ponieważ po skasowaniu czwartej magistrali MCA (która zapewne wcześniej była płytą główną) kategoria `Urządzenia systemowe' odeszła w niebyt. Uczciliśmy to restartem komputera.

Oczywiście System podniósł się bez żadnych problemów. Nie mając już urządzeń systemowych, zacząłem kasować inne urządzenia.

Po skasowaniu kontrolera dysków twardych System przestał widzieć CD-ROM, w czym zresztą nic dziwnego nie było. Jednak dla przyzwoitości pokazywał dalej dysk z którego wystartował. Kilka urządzeń jednak jeszcze do skasowania zostało - tym razem wybór padł na `S3' czyli kartę graficzną.. Po resecie System oczywiście wstał, ale od tej pory po każdym resecie wyświetlał informację, że nie ma karty graficznej oraz `Właściwości: Ekran' - wystarczyło jednak za każdym razem klikać na `Anuluj' i System działał.

Nic to, pomyślałem, nie takie rzeczy ze szwagrem po pijaku robiłem, co prawda nie mam szwagra a po pijaku z reguły dość szybko kładę się spać.

Kilka urządzeń do skasowania jeszcze zostało - między innymi trzy myszki o których napisałem już wcześniej. Zacząłem od skasowania tej dwutrzyklawiszowej działającej - po skasowaniu myszka, zgodnie z przewidywaniami przestała działać, mimo to System poprosił o restart, żeby zachować nowe ustawienia, co mu się niezbyt udało bo po restarcie znów myszka działała. Niedowierzając zajrzałem do profilu, mając nieśmiałą nadzieję, że może któraś z pozostałych zaczęła działać. Rzecz jasna System położył żur na moje nadzieje - była jedna myszka nieistniejąca i jedna powodująca konflikt. Ponieważ jednak myszka dwutrzyklawiszowa została skasowana, konflikt był tym razem z nieznanym urządzeniem. Skasowałem obydwie myszki i uruchomiłem ponownie System - myszka działała, nie bardzo wiem która, ponieważ wszystkie trzy już zdążyłem skasować.

Mój światopogląd zaczął się załamywać - próbowałem uszkodzić System już dość długo a on nie raczył nawet pokazać niebieskiego ekranu. Pod wpływem kolejnej fali zdecydowanie negatywnych emocji zacząłem kasować resztę urządzeń, aż System poinformował mnie że została wybrana pozycja komputer (bo już nic innego nie było) a komputera nie można skasować - wolałem nie przekonywać Systemu, że jednak można, zwłaszcza że komputer nie był mój.

Zamiast tego zagłębiłem się we Właściwości komputera - oczywiście wszystkie zasoby były używane przez przeróżne nieznane urządzenia. Była jednak także zakładka `Zarezerwuj zasoby' czy jakoś tak - kumpel podsunął pomysł aby zarezerwować wszystko co się tylko będzie dało, co też zacząłem robić. Na początku zarezerwowałem wszystkie IRQ a nawet więcej, bo się zapędziłem i próbowałem zarezerwować IRQ 16, System jednak czuwał i na skasowanym już dawno monitorze wyświetlił okienko z takim oto tekstem:

Wprowadzona wartość przerwania (IRQ) jest za duża.

Sprawdź czy wartość ta jest mniejsza lub równa 15.

Jak już podniosłem się z podłogi, zarezerwowałem całą resztę zasobów, po czym zresetowałem komputer. Nie zdziwiło mnie już wcale, że System potraktował moje zmiany żurem prostym koherentnym i najnormalniej w świecie wstał, jedyne co się zmieniło, to że zasoby nie były już wykorzystywane przez gromadę nieznanych urządzeń tylko zarezerwowane. Nie mając już żadnych urządzeń do skasowania zacząłem mieszać w katalogu windows\system - najpierw skopiowałem eisa.vxd na pci.vxd; po resecie System wykrył co prawda nowy sprzęt, ale dał się przekonać, że nic nowego nie ma. Ośmielony, za wszystkie .vxd podstawiłem plik z obsługą Sound Blastera (chyba sb16.vxd) - po resecie System napisał mi czerwono na czarnym co teraz mogę bezpiecznie zrobić.

Udało się jednak uruchomić resztki Systemu w trybie `Tylko wiersz poleceń' - skasowałem wszystkie .vxd. Tym razem System stwierdził, że bez vmm32.vxd to on tak będzie leżał - dałem mu więc vmm32.vxd, którą to nazwą opatrzyłem pierwszy lepszy plik tekstowy. Dzięki temu podstawieniu resztki Systemu, od razu po wyświetleniu c:\logo.sys automatycznie resetowały komputer.

Niezadowolony takim obrotem sprawy wstawiłem jako vmm32.vxd pierwszego napotkanego dll'a. To wykończyło System zupełnie - nie dał nawet rady wstać w trybie `Tylko wiersz poleceń'.

Uznałem dzieło zniszczenia za zakończone i po skasowaniu spod Linuksa nieszczęsnego vmm32.vxd zabrałem się za reinstalację. Tym razem wspaniały Instalator powiedział mi `Ni' i odmówił przyjęcia numeru seryjnego kopii Systemu, mimo że numer był dobry. Oczywiście rozwiązanie problemu było jak najbardziej intuicyjne, w najlepszym stylu Systemu - otóż trzeba było skasować cały katalog c:\windows. Po RMFce Instalator przyjął numer seryjny i instalacja przeszła już bez większych problemów. Nowy Wspaniały System działa.

...a ja, wracając do domu, do Linuksa, vima, Xemacsa, gnu, gcc doceniłem wreszcie głęboką prawdę napisu pojawiającego się podczas instalacji Systemu:

"Cokolwiek robisz, będzie przyjemniejsze."

(pl.comp.os.advocacy. Nadesłał: Jasiek. Dziękujemy)

Dowiedz się więcej na temat: zasoby | komputer

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje