Pierwsza rocznica śmierci Steve'a Jobsa

"Nie chcę być najbogatszym facetem na cmentarzu" - powiedział kiedyś Steve Jobs, współzałożyciel firmy Apple, ojciec nowoczesnych technologii i jeden z największych wizjonerów XXI. Mija rok od jego śmierci.

5 października 2011 r. ok. godziny 15 czasu lokalnego, z powodu nawrotu leczonego wcześniej raka trzustki i zatrzymania oddechu, w Palo Alto zmarł Steve Jobs - legendarny założyciel Apple. Jaka jest kondycja firmy rok po tym wydarzeniu?

Reklama

Śmierć jednej z najbardziej charyzmatycznych postaci w historii branży IT nie zachwiała fundamentami Apple.

Steve Jobs za życia był wielbiony i podziwiany przez setki tysięcy osób z całego świata. I mimo że jego zgon był dla wszystkich bolesnym ciosem, gigant z Cupertino wyszedł z tej ludzkiej tragedii bez szwanku. Wszystko dzięki samemu Jobsowi.

Przewiduj

Ojciec Apple był nieprawdopodobnie inteligentnym człowiekiem. Jak mało kto potrafił trafiać w potrzeby konsumentów i przewidywać ich oczekiwania. Ta cecha pozwoliła mu wyczuć odpowiedni moment, w którym powinien usunąć się w cień.

Jobs był świadomy swojego stanu zdrowia i ostatecznie 24 sierpnia 2011 r. zrezygnował z funkcji CEO Apple, obejmując stanowisko przewodniczącego rady nadzorczej firmy. Jego obowiązki przejął Tim Cook, który od dłuższego czasu był przygotowywany do nowej roli. Dzięki takiemu posunięciu Jobs zyskał więcej czasu dla rodziny, a Apple nowego przywódcę, namaszczonego przez dotychczasowego guru.

Działaj

Decyzje podjęte jeszcze za życia Jobsa okazały się kluczowe dla przetrwania firmy po jego śmierci. Po 5 października wszystko potoczyło się lawinowo, choć w działaniach Apple nie było ani krzty improwizacji. Umieszczenie na stronie giganta z Cupertino portretu Jobsa w szarości można było uznać za kres pewnej ery, która skończyła się wraz z jego śmiercią.

Po odejściu Jobsa na pierwszy plan wysunął się Tim Cook, który przyjął zgoła odmienną strategię medialnej obecności od założyciela Apple. Cook nie jest postacią tak rozpoznawalną i nie ma tyle charyzmy, co Jobs. Nie da się jednak ukryć, że w pewnym zakresie obecny CEO Apple kontynuuje jego pracę. Podobno jeszcze przed swoją rezygnacją z funkcji szefa giganta z Cupertino, Steve Jobs zostawił klarowny plan rozwoju firmy na najbliższe 4 lata. Można zatem powiedzieć, że wszystkie obecne nowości Apple są tak naprawdę "dziećmi" Jobsa.

Ewoluuj

A tych przez miniony rok pojawiło się całkiem sporo: nowy iPad, MacBooki Pro z ekranami Retina, odświeżone MacBooki Air czy ostatnio rodzina iPodów i iPhone 5. Żadnego z tych urządzeń Jobs nie mógłby się wstydzić, ale konsumenci zarzucają firmie z logo nadgryzionego jabłka stagnację i brak innowacyjności. To drugie łatwo można wyjaśnić, choć trudniej wybaczyć z perspektywy miłośnika Apple.

Firma nie rozwija się tak dynamicznie, jak za życia Jobsa. Nie stara się również prześcigać konkurencji, a jedynie trzymać ustalonych standardów. To tak jakby w ciągle trwającym wyścigu, Apple kontra reszta świata, żadna ze stron nie oglądała się za siebie.

Cook zmienił też sposób prezentacji nowości swojej firmy. Show w wykonaniu Jobsa, zastąpiły wykalkulowane, merytorycznie poprawne, ale chłodne w przekazie konferencje, na których przedstawiciele poszczególnych działów wypowiadają się o zaimplementowanych w nowym produkcie zmianach. Brakuje słynnego "one more thing", ale jakość gadżetów Apple dalej stoi na najwyższym poziomie.

Wraz z odejściem Jobsa, Tim Cook podjął nie lada wyzwanie. Za medialnym sukcesem i popularnością Apple stali dotychczas ludzie zakochani w wizjonerstwie Jobsa, głęboko wierzący w jego wyjątkowość. Kiedy były CEO Apple odszedł z tego świata, Cook musiał odnaleźć własną drogę i pokierować firmą w taki sposób, aby utrzymała pozycję lidera na rynku. To niewątpliwie mu się udało, o czym świadczą prezentowane regularnie wyniki finansowe i ciągła popularność iGadżetów.

Mimo że Cook w sposobie bycia niemal pod żadnym względem nie przypomina Jobsa, to ma szacunek wśród konkurencji. Wciąż przecież stoi na czele jednej z najpotężniejszych organizacji na świecie. I nawet wpadki, takie jak ta z mapami w iOS 6, nie zagrożą jego pozycji. To, że za życia Steve Jobsa Apple najprawdopodobniej nigdy nie wypuściłoby na rynek niedoskonałego produktu, pozostaje odrębną kwestią. Najważniejsze, że Cook ma swój pomysł na rozwój Apple, i mimo że już nigdy o kolejnym iPhonie czy iPadzie nie usłyszymy słynnego "it's amazing", to można w nich odkryć spuściznę nieśmiertelnego Steve'a.

Żyj wiecznie

Nieśmiertelność to określenie, które najczęściej przychodzi do głowy, kiedy wspomina się Steve Jobsa. Mimo zaledwie 56 lat, osieroceniu ikonicznych gadżetów z logo nadgryzionego jabłka, żony Laurene, czwórki dzieci i milionów tych "przyszywanych", którzy wychowali się na kultowych produktach Apple, filozofia Jobsa jest wciąż żywa.

Skoro szacuje się, że w co drugim amerykańskim domu jest jakiś "gadżet z jabłkiem", a wartość firmy niebawem przekroczy bilion dolarów, o kondycję Apple można być spokojnym. Steve Jobs byłby dumny.

Marcin Powęska

Dowiedz się więcej na temat: apple | MacBook | Steve Jobs nie żyje | iPad | iphone | Tim Cook

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje