Larry Page zmienia sposób zarządzania Google

Wykorzystując w praktyce rady Steve'a Jobsa, Larry Page zaczął porządkować i integrować ofertę firmy. Zmienił się również sposób zarządzania Google'em - jedna z modyfikacji dotyczy spotkań, które rządzą się nowymi zasadami. Jakimi?

Jednym z pierwszych maili, jakie Larry rozesłał do pracowników Google'a, było wyjaśnienie dotyczące nowego sposobu organizowania efektywnych spotkań. Choć nie sposób zarzucić Ericowi Schmidtowi braku skuteczności, zarządzany przez niego Google dość szybko zmienił się z dynamicznego startupu w zhierarchizowaną korporację.

Reklama

To, co budzi uznanie inwestorów i - przynajmniej przez pewien czas - doskonale wpływa na wycenę akcji firmy, niekoniecznie musi przekładać się na produkty i innowacyjność. Larry postanowi to zmienić. Jak wyglądają narzucone przez niego zasady firmowych spotkań?

- Każde zebranie ma czemuś służyć - powinno zakończyć się wypracowaniem stanowiska i podjęciem decyzji. W każdym spotkaniu musi wziąć udział osoba, która taką decyzję może podjąć. Jeśli spotkanie nie zakończyło się decyzją albo brakowało osoby odpowiedzialnej - zebranie nie miało racji bytu i nie powinno się odbyć.

- W spotkaniu może wziąć udział nie więcej niż 10 osób.

- Każda z osób musi coś wnosić do spotkania i brać w nim czynny udział. Jeśli tego nie robi - to znaczy, że nie powinno jej tam być.

- Żadna decyzja, która wymaga wcześniejszego zebrania lub konsultacji, nie może czekać. Nie może być tak, że z podjęciem decyzji czeka się na zorganizowanie spotkania. Jeśli decyzję trzeba podjąć szybko, zebranie powinno zostać zorganizowane natychmiast.

Zasady narzucone przez Larry'ego brzmią sensownie. CEO Google'a miał widocznie dość nudnych nasiadówek pełnych pustosłowia albo dużych zebrań, przypominających raczej prezentację albo polityczny wiec, a nie robocze spotkanie.

Rezultaty odmiennego podejścia do zarządzania dobrze widać na przykładzie Google+. Serwis społecznościowy Google powstał na odmiennych zasadach, niż inne produkty podczas ostatnich lat. Jako jedna z siedmiu kluczowych usług jest zarządzany tak, jak startup, bez korporacyjnego bezwładu.

Efekty są widoczne - nie chodzi mi jednak w tym miejscu o imponujący wzrost liczby użytkowników, ale o dynamiczny rozwój samej usługi, szybko wprowadzającej nowe, sensowne funkcje.

Mojej pozytywnej oceny nie zmieni nawet fakt, że być może - jak sugeruje m.in. Mark Rosoff z Business Insidera - Google popełnił największy od lat błąd w postaci opisywanej kilka dni temu integracji wyszukiwarki z serwisem społecznościowym. Niektóre analizy wskazują, że spowoduje to masowy odpływ użytkowników, którzy przesiądą się na Binga.

Łukasz Michalik

http://vbeta.pl

Dowiedz się więcej na temat: google + | Google | Larry Page

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje