Google niczym gułag, czyli alternatywna rzeczywistości Doliny Krzemowej

Jeden z programistów, który został zwolniony z Google, porównuje firmę do gułagu. Skąd wziął się taki niestosowny komentarz i dlaczego niektórzy pracownicy w Dolinie Krzemowej są tak bardzo oderwani od rzeczywistości?

Amerykańska branża technologiczna od kilku dni żyje historią Jamesa Damore’a, programisty Google, który otwarcie krytykował "politykę różnorodności" promowaną przez internetowego giganta, uznając ją za nieuzasadnioną. Za swoje poglądy został zwolniony z firmy, a społeczność osób pracujących w szeroko rozumianej branży IT podzieliła się na tych, którzy potępili jego słowa, a także na zwolenników opinii Damore’a.

Reklama

James Damore, po zwolnieniu z Google, przez przysłowiowe "pięć minut" zyskał status gwiazdy sieci, kontynuując swoją krytykę Doliny Krzemowej i stosowanej w niej praktyk związanych z zatrudnieniem. Niektórzy mogliby jednak uznać, że w swoich przekonaniach zaczął stosować nietrafione metafory. Dlaczego? Damore zaczął porównywać pracę w Google do... gułagu.

Archipelag Google

Były inżynier oprogramowania Google zaczął pokazywać się w koszulce z logo "Goolag" stylizowanym na logo Google. Dla osób dobrze znających historię naszej części Europy, oraz obecną sytuację polityczną w Rosji, stosowanie takich porównań przez ludzi pracujących w słonecznej Kalifornii wydaje się być - delikatnie mówiąc - nie na miejscu.  Programista ze stażem porównywalnym do Damore’a zarabia w Dolinie Krzemowej około 170 tys. dolarów rocznie, czyli około 14 tys. dolarów miesięcznie (około 50 tys. złotych). Koszty życia w Mountain View nie są niskie, ale Damore nie mógł narzekać.

- Zwolnienie z firmy mnie zabolało. Czułem się, jakbym w jakiś stopniu został zdradzony. Jedynym celem mojej notatki było poprawienie Google i kultury pracy w Google, a oni ukarali mnie, skrzywdzili - powiedział w wywiadzie z Bloomberg Damore. W swojej notatce napisał, że różnica pomiędzy zdolnościami mężczyzn i kobiet do pracy w świecie technologii ma charakter biologiczny, a żaden program oparty na promocji różnorodności w firmie tego nie zmieni. Google odcięło się od jego opinii, a samego Damore’a - jak już wspomniano - zwolniono w trybie natychmiastowym.

Praca w wersji light

Skąd porównania Google do gułagu? Nie jest to odosobniona opinia w Dolinie Krzemowej. Pracujący po kilkanaście godzin dziennie w niewielkich kubikach programiści często stosują te lub inne metafory. Biorąc po uwagę wysokość ich pensji, dodatkowe benefity i wartość udziałów w firmach, w których pracują, trudno traktować takie komentarze poważnie. Jednak skąd bierze się takie podejście? - W Dolinie koncepcja "zwykłej pracy" nie jest dobrze postrzegana. Praca musi równać się "dobrej zabawie", cokolwiek to znaczy. Wyobrażacie sobie naszych rodziców, którzy podchodzą po pracy w ten sposób? - komentuje Dan Lyons, wieloletni dziennikarz technologiczny, który w wielu 50 lat rozpoczął pracę w technologicznej spółce HubSpot. Po kilkunastu miesiącach odszedł z niej, głównie ze względu na krytyczne podejście do pracodawcy, swoje przemyślenia spisał w książce "Disrupted: My Misadventure in the Start-Up Bubble".

- Dzisiaj w amerykańskiej branży technologicznej wszyscy myślą, że ekspresowo staną się bogaci, będą się dobrze bawić w pracy, a przy okazji zmienią świat - tłumaczył Lyons podczas konferencji Bitspiration 2016 w Warszawie. - Postrzeganie wykonywania jakiegokolwiek zawodu w ten sposób bardziej przypomina zabawę w przedszkolu stosującym metodę Montessori niż prawdziwe życie - dodał.

James Damore otwarcie mówi, że mimo wszystko nie żałuje swoich słów. Nie martwi się także o swoją przyszłość, twierdząc, że już otrzymał ciekawe oferty pracy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje