Gdzie trafiają elektrośmieci i jaki jest ich późniejszy los?

Nabywamy daną rzecz, szybko ją zużywamy i wyrzucamy. Stymuluje to wzrost gospodarki, ludzie mają pracę i pozornie wszyscy są zadowoleni z takiej sytuacji. Mało kto interesuje się jednak losem elektrośmieci, których z roku na rok produkujemy coraz więcej.

Teoretycznie metody skutecznego recyklingu są skutecznie rozwijane, a w nowoczesnych przetwórniach śmieci mogą zostać w bezpieczny dla środowiska sposób przerobione i zutylizowane. W końcu rośnie nasza świadomość ekologiczna. Co więcej, taki proces pozwala na odzyskanie wielu cennych metali. Często jednak elektrośmieci są skupowane przez firmy, które wywożą je do krajów rozwijających się. Jest to dużo tańsze rozwiązanie, niż kosztowne przetworzenie. Przykładowo recykling komputera w kraju rozwiniętym kosztuje ok. 30 dolarów, a na wysypisku w Indiach, Chinach lub Afryce – już tylko 2 dolary.

Reklama

Unijne rozporządzenie zakazuje wywozu niebezpiecznych odpadów do krajów, które nie należą do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Przedsiębiorstwa wywożące e-śmieci deklarują, że przewożą oni sprzęt wciąż nadający się do użytku. Korzystać by z niego mieli mieszkańcy biednych krajów, tymczasem w praktyce ponad trzy czwarte transportowanych urządzeń nie nadaje się nawet do naprawy. Elektrozłom trafia ostatecznie na archaiczne wysypiska.

„Pozornie droga w naprawie usterka może zostać naprawiona bardzo niskim kosztem” – mówi Piotr Pachota z GoRepair.pl. „Dotyczy to np. rozbitej szybki w smartfonie. Koszt jej wymiany jest wielokrotnie niższy niż cena nowego urządzenia” – dodaje. Do szybszej zmiany modelu na nowy zachęca również niewymienna bateria, której parametry z czasem ulegają pogorszeniu, czy podzespoły przylutowane na stałe do płyty głównej. W taki sposób firmy wpływają faktycznie na szybsze postarzanie produktu.

Tutaj zaczyna się kolejny rozdział w życiu zużytych produktów. Przychodzą po nie najubożsi - zarówno dzieci, dorośli, jak i osoby starsze, dla których to często jedyny sposób na jakikolwiek zarobek. Zajmują się oni rozbiórką sprzętu, a potem wypalają z poszczególnych podzespołów metal w prowizorycznych miejscach do recyklingu. Szukają również najdrobniejszych kawałków cennych surowców. Materiały te są skupowane już na miejscu przez pośredników i następnie są transportowane przykładowo do Chin.

Nieumiejętnie przeprowadzany proces odzyskiwania metali prowadzi do chorób wśród osób trudniących się tym zajęciem. Do środowiska trafiają metale ciężkie, dioksyny i wiele innych trujących związków chemicznych, a poszukiwacze pracujący na wysypiskach mają kontakt z rtęcią, ołowiem, azbestem czy kadmem. Wskutek tego tamtejsi mieszkańcy mają problemy zdrowotne – pylicę, astmę, bóle głowy, poparzenia, wysypki czy problemy z oddychaniem.Najczęściej przytaczanym przykładem miasta-wysypiska jest Guiyu w Chinach. Próbą recyklingu elektrośmieci zajmuje się tam ponad 100 tysięcy osób – kiepsko opłacane zajęcie okupione jest zwiększonym prawdopodobieństwem zachorowania na wiele chorób. 

Niestety nie zanosi się na to, że takie praktyki zostaną prędko zaprzestane. W końcu wywiezienie elektronicznych odpadów pozostaje znacznie bardziej opłacalne od recyklingu zgodnego z normami bezpieczeństwa w krajach rozwiniętych.Statystyki pozostają nieubłagane – będziemy produkować coraz więcej elektrośmieci i nic nie wskazuje na zmianę tego trendu w najbliższej przyszłości. Oczywiście, wiele instytucji alarmuje o tragicznej sytuacji w krajach trzeciego świata. Niestety, wiadomości te pozostają najczęściej bez żadnej informacji zwrotnej, a producenci zdecydowanie nie poczuwają się do odpowiedzialności za „drugie życie” swoich produktów.

INTERIA.PL/informacje prasowe

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje