Ocenzurować gry!

Czyżby koniec kontrowersyjnych gier? Grupa adwokatów z amerykańskiego Narodowego Instytutu Mediów i Rodziny ostro skrytykowała aplikacje, w których ich zdaniem przemoc i seks są eksponowane zbyt intensywnie. Chodzi między innymi o gry, w których gracz wciela się w członka gangu, czy ogląda sceny epatujące nagością. Oberwało się też twórcom gry opowiadającej o zabójstwie prezydenta Kennedy'ego, która swą popularność zawdzięcza 41. rocznicy zabójstwa JFK.

Instytut uważa, iż rodzice powinni wiedzieć, co oznaczają symbole na opakowaniach gier i na tej podstawie zezwalać lub zabraniać swym pociechom na uruchomienie swej zabawki. Tymczasem producenci gier odpowiadają, że każdy program jest przeznaczony dla określonej grupy wiekowej, zaś to rodzice - na podstawie zaleceń producentów - powinni określić, czy produkt jest odpowiedni dla ich dzieci.

Reklama

Instytut jako najgorszą grę określił "Grand Theft Auto: San Andreas", w której wcielamy się w rolę bohatera broniącego chwały swej dzielnicy kradnąc samochody i strzelając do policjantów.

Innymi aplikacjami uznanymi za nieodpowiednie dla nastolatków są m.in. kolejne edycje "Dooma", "Half-Life'a" czy "Mortal Kombat". Na "czarnej liście" znalazła się także "The Guy Game", której atrakcją są rozbierające się kobiety.

Instytut uważa, że wiele gier powinno być oznaczonych jako "tylko dla dorosłych", co miałoby zniechęcić dystrybutorów do rozprowadzania gier, których nie mogłaby kupić najliczniejsza grupa konsumentów, czyli młodzież.

Konserwatywnych Amerykanów szczególnie jednak oburza gra "JFK Reloaded", w której gracz staje się uczestnikiem pamiętnych wydarzeń z Dallas. Senator Joe Liebermann uważa wykorzystanie słynnej tragedii z kart amerykańskiej historii za niedopuszczalne i oburzające.

Czas pokaże, czy kolejna z wielu prób odgórnego uregulowania rynku gier komputerowych okaże się sukcesem.

Dowiedz się więcej na temat: rodzice | instytut

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje