Mac do zastosowań profesjonalnych

Cena komputerów Mac zdecydowanie nie jest zachęcająca dla polskich klientów. W wielu przypadkach wolą oni samodzielnie złożyć swój wymarzony zestaw komputerowy. Jednak profesjonalistom kupno Maca może się opłacić. Mac oferuje wydajniejszą i bardziej przyjazną pracę oraz... mniejsze lub porównywalne koszty.

Firma z Cupertino oferuje użytkownikom wiele aplikacji swojego autorstwa. Dla kogo przygotowane są programy Aperture, Final Cut oraz Logic? Dla amatorów czy profesjonalistów? Tu z pomocą przychodzi nam analiza polityki Apple'a.

Reklama

Apple amatorom proponuje pakiet iLife, który w ostatnim czasie doczekał się aktualizacji. Zawiera on takie aplikacje, jak iPhoto, iMovie czy GarageBand. I to one są skierowane do osób, które nie zajmują się na co dzień edycją foto, wideo lub audio. Ich profesjonalnymi odpowiednikami są kolejno: Aperture, Final Cut oraz Logic Express. W tym tekście skupimy się na dwóch pierwszych.

Aperture, czyli fotografia na nowo

Aperture to aplikacja, która łączy w sobie wiele cech programów, które znamy z systemu Windows. W jednym kawałku otrzymujemy zarówno narzędzie do szybkiego organizowania katalogu zdjęć, które posiadamy na dysku, jak i aplikację do zaawansowanej edycji fotografii. Jeżeli miałbym porównać Aperture, do któregoś z konkurencyjnych rozwiązań, bez zastanowienia wskazałbym Adobe Photoshop Elements.

Dużą zaletą Aperture jest świetna integracja z systemem Mac OS - tę cechę z pewnością docenią osoby, które już posiadają sprzęt Apple.

Interfejs aplikacji z pozoru wygląda na niepozorny. Ot, po uruchomieniu widzimy trzy wyraźnie odznaczające się obszary: obszar podglądu, pasek boczny oraz miniatur zdjęć. Jednak już po chwili pracy okazuje się, że program nie jest aż tak prosty w obsłudze jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Przyznam szczerze, że po blisko miesiącu zmagań, zdarza mi się czasami spędzić chwilę na poszukiwaniu potrzebnej mi funkcji. Nie wynika to z faktu, że interfejs Aperturejednak nie jest intuicyjny. Górę biorą wieloletnie przyzwyczajenia do rozwiązań zastosowanych w aplikacjach dla systemu Windows.

Pobieżna lektura podręcznika dołączonego do zestawu z programem powinna pomóc. Tak samo jak aplikacja, jest on dostępny w języku angielskim, co w przypadku profesjonalistów nie powinno stanowić większego problemu. Niektórzy uznają to wręćz za udogodnienie, bowiem w ten sposób łatwiej znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania na zagranicznych forach czy też grupach dyskusyjnych.

Panel boczny, czyli centrum dowodzenia

Panel boczny w Aperture odpowiada za trzy rodzaje działań: organizowanie bibliotek, edycję metadanych oraz zaawansowaną edycję fotografii. Najwięcej wątpliwości wzbudza, według mnie, sposób w jaki organizowane są zdjęcia. Mamy tu aż trzy rodzaje sposobów grupowania: projekty, katalogi oraz albumy.

Czy rozwiązanie to jest dobre? Tak, ale tylko i wyłącznie wtedy, gdy wyrobimy w sobie nawyk utrzymywania porządku. Dlatego też przed zaimportowaniem bazy zdjęć należy przeanalizować strukturę katalogów na dysku. Jeżeli pominiemy ten krok, okaże się, że w zaimportowanej bazie panuje bałagan - projekty pomieszają się z katalogami i albumami i ciężko będzie nam utrzymać nad nimi kontrolę.

Zdecydowanie nie ma tu miejsca na lenistwo. Godnym uwagi udogodnieniem jest możliwość posiadania wielu różnych bibliotek, które przechowywane są na dysku w postaci zwykłego pliku. Dzięki temu możliwe staje się otwieranie tej biblioteki, której akurat potrzebujemy.

Oprócz bazy Projektów i Albumów w zakładce biblioteki znajdują się również opcje odpowiedzialne za wyświetlanie elementów oznaczonych flagą, zawierających dane dotyczące położenia fotografującego oraz bazę twarzy.

Baza twarzy tworzona jest przy współudziale użytkownika, który powinien oznaczyć osoby znajdujące się na fotografiach - kolejne fotografie Aperture przetworzy sam. Nietrudno się jednak domyślić, że algorytm przy tego typu operacjach nie może być doskonały. Radzi sobie jednak całkiem nieźle, a na pewno nie gorzej niż u konkurencji. Na samym szczycie biblioteki umieszczono pole wyszukiwania.

Zakładka metadanych z pewnością spodoba się zapalonym fotografikom. Najważniejsze informacje przedstawiane są w postaci zbliżonej do tego, co możemy zobaczyć w większość lustrzanek dostępnych na rynku.

Wyróżniona jest zarówno nazwa aparatu, jak i szkło, którego użyto do wykonania aktualnie wybranego zdjęcia. W czytelnej tabeli przedstawiane są wszystkie najważniejsze informacje dotyczące fotografii. Pozostałe metadane przedstawiane są w postaci pól edytowalnych.

Producent pozwolił również na dostosowywanie ilości wyświetlanych informacji. Można je dostosowywać przy pomocy pola rozwijalnego umieszczonego w zakładce.

Głównym elementem zakładki dostosowywania fotografii jest histogram, pod którym znajdują się podstawowe informacje na temat zdjęcia. Dalej widzimy już całe mnóstwo różnego rodzaju suwaków, pól edytowalnych i przycisków, które pełnią identyczne role, jak te, które spotkamy w Photoshopie. Pokuszę się o stwierdzenie, że możliwości Aperture w niczym mu nie ustępują.

Bardziej edycja niż tworzenie

Należy jednak pamiętać, że Aperture jest programem do cyfrowej obróbki zdjęć, a nie tworzenia wirtualnej rzeczywistości. Nie znajdziemy tu narzędzi do tworzenia tysiąca różnych efektów przypominających obraz olejny czy rysunek malowany węglem. Tak samo, nie uświadczymy tu np. opcji dodawania tekstu do zdjęcia. Część osób z pewnością odczuje te braki, uważam jednak, że do standardowej edycji nie są one niezbędne.

Dużym plusem jest możliwość dowolnego dostosowywania wyświetlanych narzędzi edycyjnych. W ten sposób użytkownik może schować to, co nie jest dla niego przydatne. Ilość dostępnych funkcji może przytłoczyć. Dlatego też miłym dodatkiem jest lista ustawień predefiniowanych, które pozwalają na szybkie tuningowanie zdjęć. Dzięki nim możliwe stanie się np. ich szybkie postarzenie.

Mobilnie i internetowo

Aperture wyposażone jest także w narzędzia pozwalające na udostępnianie fotografii w popularnych serwisach społecznościowych: na Facebooku oraz Flickr. W program wbudowano również możliwość zalogowania się na konto usługi MobileMe, która pozwala na synchronizację danych pomiędzy różnymi urządzeniami Apple oraz tworzenie kopii zapasowych najważniejszych danych.

Usługa nie jest jednak bezpłatna. Roczna subskrypcja kosztuje 79 dolarów. Połączenie z Facebookiem jest natomiast bezpłatne i pozwala na łatwe organizowanie przesyłanych plików w wirtualnych albumach.

Podglądanie, powiększanie?

W oknie podglądu wyróżnić można trzy rodzaje widoków: przeglądania zawartości zaimportowanej biblioteki, podglądu zdjęcia oraz podglądu zdjęcia z panelem miniaturek fotografii znajdujących się w tym samym albumie co edytowana fotografia.

O ile Aperture może stanowić świetną alternatywę dla aplikacji konkurencji, o tyle w przypadku Final Cuta jest inaczej. Można uznać, że to właśnie ta aplikacja wiedzie obecnie prym wśród wielu montażystów. Jest ona wykorzystywana przez wiele stacji telewizyjnych na całym świecie - w tym w kilku w Polsce.

Jeżeli mówimy o w pełni profesjonalnym montażu materiałów wideo, na rynku liczą się obecnie dwaj gracze: Avid oraz Final Cut. Istnieje pomiędzy nimi wiele różnic, jednak trzy z nich wyróżniają się najbardziej: platforma, na której działają, wymagania sprzętowe oraz zasada działania.

Final Cut a konkurencja

Zarówno Avid, jak i Final Cut są programami służącymi do montażu nieliniowego - co jest obecnie standardem i dużym udogodnieniem w porównaniu z montażem liniowym, który wymagał od montażysty dużo więcej zdecydowania, bowiem każda kolejna zmiana założeń skutkowała drastycznym przyrostem ilości wykonywanej pracy.

Avid to jednak rozwiązanie, które wymaga bardzo wydajnego komputera. Część z instytucji, które z niego korzystają zainwestowały nawet w specjalnie infrastruktury, aby praca z nim była bardziej wydajna. Nie jest to więc program, który można uruchomić na pierwszym lepszym komputerze. Nawet tym za 4900 złotych.

Dowiedz się więcej na temat: fotografia | wideo | Windows | apple

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje