KaZaA siebie nie lubi?

W sieci znalazły się wyniki badań jakie wykonano na zlecenie firmy Sharman Networks, rozpowszechniającej KaZaA. Można w nich przeczytać, że użytkownicy są coraz bardziej niezadowoleni z "oprogramowania dodatkowego" jakie tworzy się na dysku podczas instalacji tego popularnego programu służącego do wymiany plików w sieciach P2P. Nie to jednak jest najciekawsze. Okazało się, że najbardziej niezadowoloną z niezamawianych dodatków grupą użytkowników są...

... pracownicy firmy Sharman - producenta KaZaA. Nikt z nich nie korzysta z własnego programu, a jako powód używania konkurencyjnego oprogramowania podawane są właśnie te "dodatki". Co więcej - większość z nich stwierdziła, że nienawidzi KaZaA. Dołączone reklamówki irytują i zwalniają pracę komputera, a nieraz nawet mogą spowodować zawieszenie się peceta - twierdzą pracownicy Sharmana.

Reklama

Phil Morle - szef firmy do spraw technologii zapowiedział ":zwrócenie baczniejszej uwagi na to ile programów adware jest dołączanych do KaZaA i jak wpływają na działanie programu. Stwierdził jednocześnie, że adware nadal będzie dołączane. "Wkładamy w rozwój tego darmowego programu dużo pracy i jakoś musimy na nim zarobić" - powiedział.

Mary Still, prawnik firmy Sharman, stwierdziła w wywiadzie dla australijskiej prasy, że nie wie o co cała ta afera. "Przecież użytkownicy mogą zapłacić 29,95 USD za wersję bez reklam". Zapytana o to, czy mają płacić także pracownicy firmy - uchyliła się od odpowiedzi.

Jednocześnie programista - Priit Kasesalu - jeden z byłych twórców programu ostrzegł, że niektóre dodatki mają charakter szpiegowski. "Wprawdzie z tego co wiem - na razie Sharman nie analizuje uzyskanych w ten sposób danych, ale to się przecież kiedyś może zmienić" - powiedział Kasesalu.

Dowiedz się więcej na temat: lubić | pracownicy | firmy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje