Zacieranie granicy między książkami a aplikacjami

Stephen Elliott, 38-latek z San Francisco, zaprezentował właśnie swoje pierwsze oprogramowanie na sprzedaż: aplikację na iPada i iPhone'a o nazwie "The Adderall Diaries".

Stephen właściwie nie jest programistą - lepiej nazywać go pisarzem. A aplikacja, którą stworzył jest bardzo podobna do elektronicznej książki. Większość osób, które kupią tę aplikację, zrobi to zapewne po to, by przeczytać tekst "The Adderall Diaries" - "wspomnienia o nastrojach, masochizmie i morderstwie" oparte na dzieciństwie w rodzinnych domach dziecka w Chicago, które zostały wydane w zeszłym roku nakładem wydawnictwa Graywolf Press.

Reklama

Ale Elliott twierdzi, że miał dobry powód, by stworzyć własną aplikację na iPada, różniącą się od e-bookowej wersji "Adderall Diaries" dostępnej na Kindle lub iPad Apple'a. Jednak powód ten nie jest natury artystycznej, jak można by podejrzewać - nie chodzi o efekty takie jak na przykład ten, kiedy w momencie, gdy bohaterowie wchodzą do baru, nagle gra muzyka i słychać dźwięk szklanki upuszczonej przez kelnera, albo, w bardziej zaawansowanej wersji, możesz nawet obrócić bohaterów i pójść gdzieś indziej.

Aplikacja zamiast książki

Elliot nie chciał wykorzystywać multimedialnego potencjału aplikacji książkowej, a raczej stworzyć coś specjalnego dla wyjątkowej grupy osób: czytelników Stephena Elliotta. "Jako pisarz, chcę żebyście mieli cudowne przeżycia" - powiedział. "Ludzie chcą rozmawiać z innymi o książkach, które czytają. Skoro to wykonalne, dlaczego nie dodać do e-booka możliwości czatu?"

Stephen twierdzi, że kiedy czytelnicy kupią aplikację, mocniej zwiążą się z nim i innymi czytelnikami - będą mogli komentować, czytać aktualności i odpowiedzi od pisarza. W przyszłości mogą być nawet informowani, że wychodzi jego nowa książka i mogą ją kupić poprzez aplikację.

To praktyczne, biznesowe podejście Stephen dzieli z twórcami innej aplikacji na iPada, Electric Literature - Andym Hunterem i Scottem Lindenbaumem, którzy poznali się w 2006 roku jako studenci Brooklyn College.

"Electric Literature" to magazyn literacki, który zaciąga materiały z różnych formatów takich jak PDF, Kindle, iPhone czy animacje YouTube. Pieniądze zaoszczędzone dzięki tej strategii (magazyn nie idzie do druku, a oszczędności szacowane są na 5 tys. USD), przeznaczane są na wynagrodzenie w wysokości tysiąca dolarów dla każdego z pięciu autorów, których teksty ukazują się w magazynie.

Hunter i Lindenbaum ujawnili w wywiadzie, że przez ponad rok od początku działalności, wyzwania związane z marketingiem elektronicznego magazynu zajęły im znacznie więcej czasu niż wyszukiwanie dobrych tekstów do publikacji. Na początku, powieściopisarz Rick Moody pracował dla "Electric Literature" tworząc krótkie opowiadanie publikowane w postaci krótkich postów na Twitterze, co skutkowało sporym, darmowym rozgłosem.

"Zależy nam na niezależnych wydawcach" - mówi Hunter. "Sami jesteśmy wydawcami. Nie wchodzimy w ten biznes po to, by zostać producentami oprogramowania".

Mimo to, "Electric Literature" zaprezentowało osobną usługę na electricpublisher.com, by stworzyć niedrogą aplikację książkową, podobną do tej, która została stworzona dla Elliotta. Ceny zaczynają się od 600 USD za aplikację dla jednej książki, a za dodatkową opłatą można stworzyć "biblioteczkę", w której znajdzie się więcej książek na sprzedaż."

Wydawnictwo niezależne

By stworzyć aplikację książkową, "Electric Literature" musiało stworzyć swoje własne oprogramowanie typu e-reader. - Zanim zaczniesz się zastanawiać nad narzędziami do komentarzy, wysyłania wiadomości lub załączania wideo czy plików dźwiękowych, "to, co masz, musi dorównywać iBooks" - powiedział Hunter, odnosząc się do oprogramowania Apple.

W jakim sposób mała firma może stworzyć oprogramowanie dorównujące Apple lub Amazonowi? Odpowiedź brzmi: zmotywowani programiści, którzy wierzą w literacką misję - twierdzi Hunter. O to chodzi w technologii. To ogromna siła - bardzo mała grupka może konkurować z wielkimi.

Obecnie "Electric Literature" łącznie z magazynem ma tylko parę aplikacji książkowych, już zrobionych lub w trakcie tworzenia. Elliott, autor siedmiu książek, twierdzi, że ilość sprzedanych aplikacji to liczba jedynie "dwucyfrowa", czyli znacznie mniejsza niż sprzedaż książek drukowanych i w formie e-booka. Dennis Johnson z Melville House Publishing pracuje z Electric Literature nad wydaniem aplikacji książkowej przed Świętem Dziękczynienia. Nie chce na razie zdradzić tytułu z obawy przed podsycaniem zbytniego zainteresowania przed sprzedażą.

- To zainteresowanie jest oczywiste - twierdzi Johnson. - Jeśli chcesz wydać tekst, który się trudno sprzedaje w Stanach, na przykład tłumaczenia z innych języków, masz kolejną możliwość obok wydania w twardej oprawie, miękkiej i e-booka. To czwarta możliwość dochodu.

Opowiedział również o innych możliwościach, które mu przychodzą do głowy - jak na przykład, że czytelnicy, których uwielbienie idzie dalej niż tylko czytanie książki, mogliby sobie instalować aplikacje na telefonie lub tablecie. "Podoba mi się pomysł książek w prenumeracie, bycia członkiem klubu przy wydawnictwie, inwestycji czytelników w książki".

Aplikacje książkowe

Oczywiście za niezależność, którą aplikacja daje wydawcy, a zwłaszcza małemu wydawcy lub samemu pisarzowi, trzeba zapłacić - Apple otrzymuje 30 proc. od każdej sprzedanej aplikacji i każdego zakupu przy pomocy aplikacji, która przechodzi przez ich sklep iTunes. Elliott musi to opłacić, jak również działkę swojego wydawcy, Graywolfa, za sprzedaż e-booków. W związku z tym "Adderall Diaries" w wersji iBooks (sklep z cyfrowymi książkami Apple - niedostępny oficjalnie w Polsce) kosztuje 9,99 USD, a aplikacja na iPada 14,99 USD.

Dodatkowo Apple nie ukrywa, że bardziej ingeruje w aplikacje, którymi się "opiekuje", niż w książki, które sprzedaje. Daivid Hollington, wydawca aplikacji dla strony iLounge opisuje wytyczne Apple'a dla twórców aplikacji: "Aplikacje postrzegamy inaczej niż książki czy piosenki, którymi się zajmujemy. Jeśli chcesz skrytykować jakąś religię, napisz książkę. Jeśli chcesz opisać życie seksualne, napisz książkę lub piosenkę lub stwórz aplikację medyczną". Co oznacza, że dla Apple'a Elliott jest programistą, a nie pisarzem - dodał..

"Oni mają jakiś system oceniania" - powiedział. Zanim zatwierdzili jego aplikację "spytali, czy jest tam seks i przemoc, a on odpowiedział: tak, sporo".

Noam Cohen

tłum. Małgorzata Turnau

Dowiedz się więcej na temat: iphone | wydawcy | oprogramowanie | sprzedaż | apple

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje