"Zabezpieczenie" sprzętu przez policję - tego najbardziej boją się polscy piraci

Kancelaria, która wysyła wezwania do zapłaty za ściągnięte filmy, nie musi się obawiać, że ludzie przestaną płacić. Polscy internauci bardziej od niesprawiedliwych kar boją się tego, że przyjdą policjanci i "przywłaszczą" sobie ich komputery.

Kilka tygodni temu pisano o wielkiej obławie na piratów, którzy ściągnęli z sieci BitTorrent polskie filmy. Warszawska kancelaria rozesłała 100 tysięcy wezwań do zapłaty, oczywiście na podstawie adresu IP. O tym, jak bardzo niesprawiedliwy potrafi być taki copyright trolling uprawiany przez prawników, mówiono wielokrotnie. Adres IP to marny dowód – ludzie się przeprowadzają, z jednego adresu IP potrafi korzystać bardzo dużo osób, filmy ściągają też dzieci, bez wiedzy rodziców. Oczywiście, wiele osób, którym wysłano wezwania do zapłaty, rzeczywiście coś ściągnęło i ma coś do ukrycia. Dlatego skuteczność takich wezwań jest bardzo duża. 

Reklama

Bo co się stanie, jeśli nie zapłacimy? Czeka nas postępowanie karne. Czyli najpierw przyjdzie policja i "zabezpieczy" nasz sprzęt. Dziennik Internautów, który intensywnie zajmuje się tą sprawą, pisze, że tego właśnie ludzie boją się najbardziej. Niektórzy boją się, bo są winni. Nawet jeśli nie ściągnęli nielegalnie "Obławy" ani żadnego innego filmu z listy, coś spiracić im się zdarzyło. Ale niewinni też mają się czego obawiać – "zabezpieczenie" sprzętu to koszmar, w końcu nasze laptopy to spory kawałek naszego życia. Już nawet nie mówię o osobach, które potrzebują komputera do pracy. Nikt z nas nie chce rozstać się, często na długie miesiące, ze swoimi zdjęciami ani z przeglądarką, która pamięta wszystkie hasła. Nikt też nie chce, aby policjanci grzebali w jego prywatnych plikach.
 
Prawnicy z kancelarii Anny Łuczak, którzy rozsyłają wezwania do zapłaty (ostatnio już żądają nie 550 zł, a 750 zł), dobrze wiedzą, jak to działa. Wiedzą też, że jesteśmy właściwie bezbronni. I że zapłacimy, aby uniknąć większych kłopotów. W końcu czym jest kilkaset złotych w porównaniu z niebezpieczeństwem, że wpadnie policja i potraktuje nas jak przestępców?
 
W USA sądy już nie chcą skazywać ludzi na podstawie adresu IP, argumentując, że adres IP niewiele mówi o tym, kto tak naprawdę ściągnął film. Bo przecież wiele osób może korzystać z tej samej sieci Wi-Fi. W Polsce panuje pod tym względem Dziki Zachód, gdzie internauci pełnią rolę osadników zastraszanych przez rewolwerowców. I to się nie zmieni, dopóki będzie istniał straszak w postaci policjanta, który może przyjść i zabrać nam sprzęt.

Marta Wawrzyn

gadżetomania.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje