Technologia dla potrzebujących

Co zrobić z osobami, które nie potrafią obsługiwać komputera? Czy organizacja dobroczynna może używać starego Windowsa? Do walki z technologicznym wykluczeniem coraz częściej wkraczają prywatne firmy.

Podczas listopadowego expose premier Donald Tusk obiecał, że każdy Polak będzie miał zagwarantowany dostęp do szerokopasmowego internetu. - To jeden z kluczowych czynników sukcesu gospodarczego i cywilizacyjnego - ocenił premier. Ze słowami Donalda Tuska rzeczywiście nie można polemizować. - Powszechny dostęp do internetu to wielka szansa wyzwolenia milionów Polaków od biurokratycznych ograniczeń w dostępie do kultury, informacji, wiedzy - mówił w expose Tusk. Na obietnicach jednak się skończyło.

Reklama

Okazuje się, że - jak zwykle, tak i w tej kwestii - najlepiej wziąć sprawy w swoje ręce. A jeszcze lepiej: wykorzystać istniejące już możliwości.

Cuda zrealizowane

To nie rząd centralny, ale lokalne społeczności najlepiej wiedzą, czego im potrzeba. "Właśnie dlatego w gminie Sokółka nadajnik sieci bezprzewodowej umieszczono na wieży ciśnień, a drugi na wieży straży pożarnej" - donosi "GW". Za 2 tys. miesięcznie (koszty pokrywa gmina) dostęp do bezprzewodowego internetu ma ponad tysiąc mieszkańców. Kiedy na wieży kościelnej zamontowany zostanie kolejny nadajnik - liczba internautów z Sokółki jeszcze wzrośnie.

Opisywana gmina to tylko jeden z przykładów, które można mnożyć. Jednak sam internet nie wystarczy - trzeba przede wszystkim umieć posługiwać się komputerem. Brak stosownej wiedzy jest gigantycznym problemem. Tutaj do akcji wkraczają takie projekty, jak "Edukacja informatyczna - Twoja szansa na zatrudnienie", realizowany przez Fundację Rozwoju Rolnictwa, Wsi i Obszarów Wiejskich przy współudziale władz lokalnych. Ponieważ sama organizacja rządowa nie posiada odpowiednich środków i zasobów, by skutecznie realizować ten projekt, do programu włączył się polski oddział Microsoftu.

Mój pierwszy list

Teresa Burdzińska przez dziesięć lat pracowała jako urzędniczka, kiedy jej dwuletni syn poważnie zachorował. Pani Teresa spędziła kilka tygodni w szpitalu przy jego łóżku, kosztem utraty pracy. Powrót do rzeczywistości okazał się bolesny: - Przyjmowali jedynie pracowników, którzy potrafią posługiwać się komputerem - wspomina Burdzińska.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje