Polska - centrum hakerów

Polska staje się europejskim Eldorado dla hakerów wyłudzających cenne informacje przy pomocy ataków typu phishing. Z raportu firmy Symantec wynika, że właśnie nasz kraj jest pod względem liczby fałszywych stron liderem w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki ( EMEA) .

Według Symanteca, aż 18 proc. wszystkich tego typu stron znajduje się właśnie w Polsce, podczas gdy rok wcześniej było to zaledwie 4 proc. Polska okazuje się też świetną bazą podziemnej gospodarki hakerskiej, bo w regionie EMEA aż 10 proc. wszystkich podłączonych do internetu komputerów zombie, czyli wykonujących polecenia hakerów bez wiedzy ich właścicieli, jest zlokalizowanych w Polsce.

Reklama

- To niestety efekt postępującej komputeryzacji. Na całym świecie bowiem widoczny jest trend, że cyberprzestępcy przenoszą działania do regionów o dopiero powstającej infrastrukturze internetowej - mówi Maciej Iwanicki, inżynier systemowy z Symantec Polska.

Fałszerstwa nie do odróżnienia

I tak, podczas gdy w 2007 r. aż 69 proc. wszystkich ataków phishingowych wykrytych przez Symanteca miało miejsce w USA, to w 2008 r. odsetek ten spadł do 43 proc. Trzeba dodać, że ogółem ich liczba znacznie, bo aż o 66 proc., wzrosła i w zeszłym roku Symantec odnotował ponad 55 tys. tego typu ataków.

Same banki nie lubią ujawniać, że były ofiarą lub celem tego typu akcji hakerskich, ale wiadomo, że w zeszłym roku w Polsce takie nieprzyjemności spotkały BZWBK24 i iPKO. Co gorsze, zdaniem Iwanickiego wiadomości e-mail i strony internetowe wykorzystywane do tego rodzaju ataków mają coraz bardziej profesjonalny wygląd.

- Gdy początkowo łatwo można było je rozpoznać ze względu na liczne błędy ortograficzne czy też nieudolnie zredagowaną treść, to obecnie liczne z tych fałszerstw są dla wielu użytkowników sieci nie do odróżnienia od oryginalnych wiadomości - uważa Iwanicki.

Handel danymi z kart kredytowych

Gdy atakujący uzyska informacje finansowe lub dane osobowe, takie jak nazwiska, adresy i numery identyfikacyjne, często sprzedaje je na czarnym rynku. Najbardziej popularnym towarem na serwerach czarnorynkowych były w 2008 r. informacje o kartach kredytowych, stanowiące 32 proc. rynku. Dzieje się tak prawdopodobnie dlatego, że istnieje wiele sposobów kradzieży takich informacji, a ukradzione dane mogą zostać łatwo sprzedane.

6 centów za kartę

Według Symanteca, spieniężenie tych informacji jest proste, ponieważ gospodarka czarnorynkowa ma dobrze zorganizowaną infrastrukturę ich sprzedaży, co ponownie wskazuje na jej rosnące zaawansowanie. Ponadto numery kart kredytowych są dostępne w dużych ilościach, więc cena danych jednej karty przy zakupach hurtowych może być ustalona na poziomie tylko 6 centów.

Kup pustą kartę

Niektóre grupy działające na czarnym rynku specjalizują się również w produkcji czystych kart z paskiem magnetycznym, na który zostaną później naniesione ukradzione informacje z kart kredytowych i płatniczych. Produkcja i dystrybucja tych kart wymaga dobrej organizacji. Często są one produkowane w jednym kraju, zadrukowywane, a następnie przesyłane z powrotem do krajów, z których pochodziły skradzione dane. Cyberprzestępcom sprzyja też kryzys finansowy.

Dowiedz się więcej na temat: Symantec | haker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje