Jak oszuści wykorzystują internetowe randki

Codziennie słyszymy o hakerach i zagrożeniach związanych z utratą danych osobowych, jednak prawdziwą zmorą internetu nadal pozostają sprytni oszuści, grający na naszych emocjach.

Jak podają brytyjskie źródła, w ciągu ostatnich 3 lat ponad 200 tys. Brytyjczyków padło ofiarą wyłudzeń podczas "internetowego randkowania". Brytyjka Kate Roberts zaufała człowiekowi, którego poznała na internetowej stronie dla randkowiczów. Podawał się za amerykańskiego żołnierza Marka Raya Smitha. Po kilku miesiącach tej e-znajomości z własnej woli przesłała mu 130 tys. dolarów.

Reklama

Oszukana wierzyła, że Smith był jej bratnią duszą - wysłał jej zdjęcia, zwierzał się za pośrednictwem poczty elektronicznej, wysyłał listy z jednostki wojskowej, w której stacjonował (używał do tego celu specjalnie przygotowanej papeterii), a nawet rozmawiał z nią kilka razy przez telefon. Ich "związek" zakończył się w momencie, gdy Roberts przekazała internetowemu zalotnikowi powyższą kwotę, którą, jak wierzyła, przeznaczy on na to, aby móc "wykupić się" z dalszego obowiązku pełnienia służby.

Cyfrowo złamane serce

Historie takie jak Kate Roberts są bardziej powszechne niż by się mogło wydawać. Według nowego badania, przeprowadzonego przez profesorów z Uniwersytetu w Leicester oraz University of Westminster w Wielkiej Brytanii, ponad 200 tys. Brytyjczyków zostało oszukanych w podobny sposób podczas internetowych randek i początkowo świetnie zapowiadających się e-romansów. Kończyło się samotnością i pustym kontem bankowym, gdy internetowy "obiekt westchnień" okazywał się zwykłym oszustem.

- Najtrudniej jest rozpoznać przestępcę osobom o słabej konstrukcji psychicznej. Takie osoby są dużo bardziej podatne na to, co słyszą - mówi Łukasz Nowatkowski, ekspert do spraw bezpieczeństwa IT w firmie G Data Software.

Brytyjscy naukowcy odkryli, że 52 procent osób badanych zetknęło się z tego typu oszustwami online. Przestępcy generowali swoje fałszywe tożsamości za pomocą zdjęć, często żołnierzy lub modelek, a następnie, jak to ujął "Telegraph ", spędzali długi czas na pielęgnowaniu kontaktu ze swoimi ofiarami zanim zakomunikowali, że są w nagłej potrzebie i pilnie potrzebują pieniędzy.

W lipcu na zlecenie Serious Organised Crime Agency (SOCA) przeprowadzono ankietę online, mającą określić wielkości problemu, jakim są oszustwa wśród "internetowych randkowiczów". Na podstawie tego badania naukowcy oszacowali, że z przebadanej grupy ponad 1 mln ankietowanych zna kogoś, kto padł ofiarą "internetowego oszustwa randkowego".

Samotność w sieci

"W latach 2010 i 2011 do brytyjskiego Action Fraud Departament zgłoszono 592 ofiar tych wykroczeń. Spośród nich aż 203 osoby straciły ponad 7000 dolarów. Rzeczywiste straty finansowe mogą w niektórych przypadkach być znacznie większe. SOCA informuje też o przypadkach, kiedy "internetowi randkowicze" zostali oszukani aż na 375 tys. dolarów. Oprócz pieniędzy, ofiary straciły również to, w co wierzyły, czyli uczucie i wrażenie prawdziwego romantycznego związku" - napisała Monica Whitty, profesor współczesnych mediów na Uniwersytecie w Leicester, lider badania.

"Naszym zdaniem, uraz spowodowany przez tego typu oszustwa jest gorszy od innych ze względu na to, że dla ofiar był to podwójny cios: strata pieniędzy i bratniej duszy" - dodaje Whitty w opublikowanym oświadczeniu prasowym.

Już od lat internetowi oszuści wykorzystują wirtualną znajomość z piękną kobietą, aby zarobić całkiem realne pieniądze. Zazwyczaj podszywając się pod Rosjanki. Jak działa takie oszustwo? Podobnie jak opisanie powyżej.

Według firmy PandaLabs, w treści wiadomości domniemany nadawca, zwykle kobieta, oświadcza odbiorcy, zazwyczaj mężczyźnie, że zapoznał się z jego profilem w portalu społecznościowym i pragnie go bliżej poznać. Po uzyskaniu odpowiedzi "dziewczyna" pyta o zainteresowania odbiorcy oraz informuje go, że pochodzi z Rosji lub innego kraju w Europie Wschodniej i zamierza przenieść się za granicę. Po nawiązaniu przyjaźni "dziewczyna" dzieli się z nowo poznanym mężczyzną pomysłem przeniesienia się do kraju, w którym mieszka. Wszystkim wiadomościom towarzyszą fotografie rzekomej autorki listów.

Pozdrowienia z Rosji

W materiałach podesłanych przez firmę Panda możemy znaleźć autentyczne wiadomości wysyłane przez niejaką Swetlanę - Rosjankę, która marzy o wielkim świecie (i tropikalnej wyspie) oraz pracy jako trenerka fitness. Piękna - a jakże - Rosjanka po kilku wiadomościach, w których dzieli się z internautą swoimi planami, w końcu dochodzi do wniosku, że warto się spotkać w realu. Potem jednak następuje pewien zgrzyt. Gdy "dziewczyna" jest już bliska opuszczenia swojego kraju i spotkania się z nowym przyjacielem, w ostatniej chwili pojawiają się problemy, m.in. związane z opóźnieniem w wydaniu wizy czy koniecznością zapłacenia komuś łapówki. Dziewczyna zwraca się do swojego "przyjaciela" z prośbą o niewielką sumę pieniędzy (nie więcej niż 500 dolarów), która ma pomóc w rozwiązaniu jej kłopotów. Działa tu zasada stara jak świat: nie proś na początku o pieniądze.

Jeśli ofiara udzieli pomocy finansowej, sprawa ciągnie się nadal, problemy narastają, a oszukany musi przesyłać "dziewczynie" coraz więcej pieniędzy. Jej, rzecz jasna, nigdy nie udaje się opuścić kraju, wszak w rzeczywistości w ogóle nie istnieje...

- Kilka lat temu podobna próba oszustwa wzbudziłaby więcej podejrzeń, ale dziś, kiedy wiele osób korzysta z serwisów społecznościowych, cała ta historia brzmi bardziej wiarygodnie - wyjaśnia Maciej Sobianek, specjalista ds. bezpieczeństwa w Panda Security Polska.

Dowiedz się więcej na temat: randki | cyberprzestępcy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje