Internet zabija pornografię

Sieć miała być sojusznikiem branży pornograficznej w zdobywaniu klientów. Jednak uczeń przerósł mistrza - materiały z internetu odbierają klientów wielkim studiom.

- Nie trudno stać się częścią branży. Wystarczy kamera i ktoś chcący uprawiać przed nią seks - podsumowuje obecne problemy wytwórni pornograficznych Paul Fishbein, prezes AVN Media Network, w rozmowie z "The New York Times". Dochody ze sprzedaży "filmów XXX "z roku na rok spadają. Chociaż studia zajmujące się tym biznesem w dystrybuują swoje produkty online - darmowa, w większości przypadków amatorska pornografia, która trafia do sieci, zabija "profesjonalne" filmy.

Reklama

Wystarczyły dwa lata, aby ludzie szukający tego typu rozrywki zostawili płyty DVD na sklepowych półkach, decydując się na skorzystanie z zasobów internetu. Jak podaje "The New York Times", w 2005 roku na filmach pornograficznych zarobiono 4,28 mld dol. Rok później suma ta wyniosła już 3,62 mld dol. Tymczasem zyski z różnego rodzaju internetowych subskrypcji wzrosły z 2,5 mld dol. w 2005 roku do 2,8 mld w roku 2006. Rok 2007 ma okazać się przełomowy dla cyfrowej pornografii.

Potentaci branży "dla dorosłych" chcieli przyciągnąć klientów profesjonalnie zrealizowanymi filmami. Ten krok okazał się błędem. Przy kosztującym 50 tys. dolarów filmie, wytwórnia nie może sobie pozwolić na sprzedaż danej produkcji za mniej niż 20 dol. Tymczasem za wynoszący dokładnie tyle samo abonament internauta może mieć dostęp do setek tysięcy filmików. - Dostajemy materiały od ludzi z całego świata - Japonia, Niemcy, Brazylia. To prawie jak YouTube - opowiada "The New York Times" Scott Coffman, prezes Adult Entertainment Broadcast Network (AEBN), które dysponuje biblioteką ponad 200 tys. filmów.

Zresztą sieć 2.0 okazuje się być kolejnym zagrożeniem dla tuzów "różowego biznesu". Powstały kilka miesięcy temu serwis Pornotube planuje oprzeć swoją działalność na materiałach podsyłanych z zewnątrz, podobnie jak społecznościowe serwisy wideo. Oprócz tego uruchomiona zostanie płatna usługa - podobnie jak w przypadku AEBN. Z potęgi krótkich filmików, jako materiału promocyjnego, AEBN i jemu podobne zdały sobie sprawę dawno temu - regularnie do internetu wypuszczane są krótkie klipy (obowiązkowo z adresem strony). Krążą one po sieci, a część osób, które je obejrzy, trafia potem na stronę producenta. Z dnia na dzień metoda ta przynosi coraz lepsze efekty niż tradycyjna reklama. O ile w tej branży można mówić o tradycyjnej reklamie.

Najlepszą obroną jest atak, dlatego wytwórnie intensywnie korzystają z form dystrybucji oferowanych przez internet (m.in. wideo na żądanie). Tajną bronią w walce z internetową pornografią z niskiej półki mają być również nowe formaty cyfrowego zapisu - Blu-ray i HD DVD. Branża "dla dorosłych" liczy na podobne ożywienie rynku, jak miało to miejsce podczas boomu na DVD. Jednak czy dzisiejsze problemy przemysłu pornograficznego nie pokazują, że jakość obrazu nie jest priorytetem dla osoby szukującej tego typu treści?

Dowiedz się więcej na temat: zabójstwo | times | The New York Times | DVD | internet

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje