Internet z morza

Na pochodzącej z czasów II wojny światowej platformie na Morzu Północnym kilku amerykańskich biznesmenów uruchomiło dziś centrum internetowej transmisji danych. W ten bardzo niecodzienny sposób ominęli oni brytyjskie i amerykańskie przepisy, pozwalające ingerować państwu w przekaz informacji za pośrednictwem Internetu.

Przedsiębiorcy zamierzają świadczyć usługi dostępu do Internetu i transmisji danych wszystkim, którzy się do nich zgłoszą, bez względu na narodowość czy pochodzenie kapitału. Zastrzegają jednak, że nie będą tolerować dziecięcej pornografii, ani hakerów. Ceny ich usług nie są jeszcze znane, reklamują się jednak jako jedni z najtańszych na zachodnioeuropejskim rynku.

Reklama

Oddaloną o dziewięć kilometrów od wschodnich wybrzeży Wielkiej Brytanii platformę - zwaną Sealand - zbudowali Brytyjczycy w czasie tzw. Bitwy o Anglię. Mieścił się na niej szpital i wysunięty punkt naprawczy dla uszkodzonych samolotów, które nie mogły dolecieć nad stały ląd. W 1967 roku zamieszkał na niej z rodziną emerytowany major sił zbrojnych Zjednoczonego Królestwa, Roy Bates, który w osiem lat później ogłosił Sealand niepodległym krajem, a samego siebie - jego władcą. Jego Wysokość Bates nadał nawet platformie konstytucję i zażądał od Wielkiej Brytanii uznania jej suwerenności, rząd Elżbiety II nie wykazał jednak poczucia humoru i odrzucił jego petycję. Po kilku incydentach, wśród których wymienić warto choćby ostrzelanie przez Batesa przepływającej obok brytyjskiej flotylli, samozwańczy władca zmarł, mianując następcą swego syna. To właśnie on nawiązał kontakt z amerykańskimi biznesmenami.

Rząd Wielkiej Brytanii, na wodach której stoi Sealand, nie ustosunkował się jeszcze do tej niecodziennej inwestycji.

Dowiedz się więcej na temat: internet

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje