Etyczne granice reklamy

Zamieszczanie przez Google płatnych linków, pojawiających się przy wyszukiwaniu dziecięcej pornografii, wzbudziło wielką dyskusję na temat etycznych granic reklamy. Sprawa została nagłośniona przez szefową organizacji, która paradoksalnie zajmuje się ochroną swobody wypowiedzi w Internecie: Joan Bertin z amerykańskiej Narodowej Koalicji Przeciwko Cenzurze (NCAC).

Na stronach tej organizacji znajduje się serwis wyszukiwania Google, w który pani Berlin wpisała hasło "child pornography". Wśród wyników wyszukiwania znalazły się dwie reklamy: adwokata, specjalizującego się w sprawach karnych i płatnego serwisu dla dorosłych. Choć szczegółowe przepisy rygorystycznie reglamentują dopuszczalność reklamy produktów w rodzaju papierosów, alkoholu czy artykułów erotycznych w tradycyjnych mediach, o tyle ich wpływ na Internet pozostaje w USA ograniczony. Odpowiedzialność spada zatem na wewnętrzne regulacje, wprowadzane przez e-firmy, zamieszczające reklamy. Google zapewnia, że stara się wnikliwie filtrować udostępniane przez siebie linki, usuwając ze swoich zasobów te prowadzące do zakazanych lub obraźliwych stron. Tym bardziej kontrowersyjną praktykę wyświetlania płatnych przekierowań serwis tłumaczy działaniem wprowadzonej w tym roku zarówno przez siebie jak i swojego głównego rywala, Overture, technologii wyszukiwania kontekstowego.

Reklama

(Enter)

Dowiedz się więcej na temat: google + | serwis | Google | reklamy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje