Czy polski rząd przeszukuje komputery internautów?

Burza w Niemczech: rząd w Berlinie przyznał, że od dwóch lat tamtejsze tajne służby przeszukują przez internet komputery obywateli. Czy podobnie postępują polskie organy ścigania? "Tygodnik Powszechny" zebrał dość poszlak, żeby stwierdzić: tak. Z tą różnicą, że w Niemczech się o tym dyskutuje. W Polsce nie.

Bomba wybuchła nagle, tuż przed długim majowym weekendem. Na rutynowym posiedzeniu komisji spraw wewnętrznych Bundestagu pojawił się przedstawiciel Urzędu Kanclerskiego. Urząd ten (jego polski odpowiednik to Kancelaria Premiera) nadzoruje pracę służb specjalnych. I gdy posłowie myśleli już chyba tylko o nadchodzącym urlopie, urzędnik oświadczył, że chciałby jeszcze odpowiedzieć na zaległe poselskie zapytanie.

Reklama

Jak relacjonowała potem reporterka branżowego tygodnika "Das Parlament", posłowie nie mogli uwierzyć własnym uszom. Przedstawiciel rządu przyznał bowiem z niespodziewaną szczerością, że od dwóch lat niemiecki wywiad i kontrwywiad stosują metodę, która po niemiecku nazywa się Online-Durchsuchungen: rewizje online - czyli przeszukania twardych dysków komputerów obywateli prowadzone na odległość, potajemnie, bez wiedzy ich właścicieli oraz bez nakazu sądowego. Prowadzone także wobec osób o nic nie podejrzewanych, ale z jakichś powodów (enigmatycznie określanych jako "bezpieczeństwo narodowe") pozostających w zainteresowaniu tajnych służb. Wszystko w imię bezpieczeństwa i wszystko - rzekomo - zgodnie z prawem.

Wykorzystywanie internetu do rewidowania komputerów swoich obywateli Niemcy tłumaczą "wojną z terroryzmem". Czy podobne metody stosują tajne służby i organy ścigania innego kraju, który jest bliskim sojusznikiem USA w tej wojnie? Czy "hakerskie" metody stosują polskie służby specjalne i policja?

- Nie znam zapisu prawnego pozwalającego na takie działania - odpowiada ppłk Magdalena Stańczyk, rzeczniczka Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. - Agencja prowadzi działania wyłącznie opierając się na ustawie regulującej jej pracę. Jeśli chce prowadzić inwigilację przez internet, szef Agencji musi złożyć pisemny wniosek, zatwierdzony przez prokuratora generalnego i weryfikowany przez sąd okręgowy w Warszawie - wyjaśnia. Dodaje, że w ABW istnieje departament zajmujący się przestępczością komputerową, ale jego zadania i struktura są już informacją niejawną.

- Absolutnie nie, policja nie prowadzi takich działań - mówi równie stanowczo rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji komisarz Zbigniew Urbański. - Zgodnie z prawem możemy prowadzić podsłuch wyłącznie za zezwoleniem sądu. Oprócz zwykłego podsłuchu możemy uzyskać zgodę także na tzw. "podsłuch internetowy". Musimy wówczas złożyć wniosek do sądu, mocno uzasadniając go dowodowo.

Taką możliwość regulują Ustawa o Policji i Prawo Telekomunikacyjne. Na pisemny wniosek komendanta głównego lub wojewódzkiego policja może się zwrócić do operatora telekomunikacyjnego lub dostawcy internetu o tzw. logi, czyli rejestry połączeń. Prawo każe przechowywać je operatorom przez dwa lata (planuje się przedłużenie tego okresu do pięciu lat).

Źródło: hacking.pl

Dowiedz się więcej na temat: Tygodnik Powszechny | internet | Tajne | john | podsłuch | policja | polski rząd | organy | komputery | rząd

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje