Ten robot sprawia, że zawód ochroniarza odchodzi do lamusa

Do branż, w których ludzi wypierają maszyny dołączył właśnie fach ochroniarza – roboty Knightscope oferują to samo, co niewykwalifikowani pracownicy ochrony, a do tego są tańsze i nie potrzebują odpoczynku.

Rozwój technologii sprawia, że kolejne zawody stają się niepotrzebne. Do grupy zbędnych pracowników dołączają właśnie ochroniarze, czy – używając starszej, ale bardziej adekwatnej nazwy – nocni stróże. Chodzi w tym przypadku o najmniej wykwalifikowanych pracowników ochrony, którzy nie mają prawa na używanie siły, a ich jedynym zadaniem jest patrolowanie jakiegoś terenu i podnoszenie alarmu, gdy dostrzegą jakiegoś intruza lub zagrożenie. 

Reklama

Pomysł nie jest nowy – już dwa lata temu wdrożono eksperymentalny program, w ramach którego w jednym z koreańskich więzień służbę zaczęły pełnić roboty, nadzorujące zachowanie więźniów. Technologia jak widać zdała egzamin, bo firma Knightscope rozpoczęła komercyjną eksploatację robotów ochroniarzy. Używane przez nią maszyny mierzą 130 centymetrów długości i ważą około 135 kilogramów. Wyglądają przy tym jak wielkie jaja obcego, z których w każdej chwili może wyskoczyć poszukujący żywiciela twarzołap. Co istotne, poruszają się na niewielkich kołach, więc mogą działać jedynie na równych, utwardzonych powierzchniach.

Co potrafi taki robot? W porównaniu z człowiekiem, całkiem sporo. Choć jest całkowicie bezbronny i w razie zagrożenia może jedynie wydawać alarmujące dźwięki, to został wyposażony w szereg różnych sensorów. W jajowatej obudowie znalazły się cztery kamery, mikrofony i kamera termowizyjna. Interesującym dodatkiem jest czujnik, który nie tylko wykrywa dym, ale może na bieżąco analizować skład powietrza, wykrywając np. groźne chemikalia czy ulatniający się gaz.
 
Robot na bieżąco przesyła zbierane dane do centrum nadzoru, do którego transmituje także obraz z kamer. Co istotne, poza transmisją wideo, w razie wykrycia czegoś nietypowego robot może zarejestrować obraz wideo w wysokiej jakości, tworząc dokumentację zdarzenia albo materiał, ułatwiający późniejsza identyfikację intruza.
 
W praktyce możliwości maszyny – poza poruszaniem się w trudnym terenie – nie odbiegają od tego, co może zaoferować niewykwalifikowany pracownik ochrony, którego jedynym zadaniem jest dozór jakiegoś obiektu. Przewagą robota jest czas pracy, sięgający 24 godzin na jednym, trwającym 20 minut ładowaniu.
 
Kolejną przewagą jest cena – firma Knightscope oferuje swoich wartowników za 6,25 dolara za godzinę. Ponieważ w Kalifornii, gdzie działa, minimalna stawka dla legalnie zatrudnionego pracownika to 9 dolarów za godzinę (od stycznia 2016 – 10 dol.), rachunek jest prosty: po co przepłacać za człowieka?
 
Do takich wniosków doszli już m.in. menedżerowie z Microsoftu, który podpisał z Knightscope umowę na wykorzystanie automatycznych strażników. Jeśli sprawdzą się w praktyce, ich popularyzacja będzie zapewne kwestią krótkiego czasu.
 
W artykule wykorzystałem informacje z serwisów Technology Review, Ubergizmo, How It Works Daily, Geek Week i Tech Xplore.

Łukasz Michalik

gadżetomania.pl

Dowiedz się więcej na temat: roboty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje